A. Cole & C. Bunch        Sten

    . 10 .    

    Thoresen pospiesznie wysiadł z sań grawitacyjnych i szedł w stronę promu. Jeszcze parę minut i opuści świat Primy i podąży na Vulcan. Nadal denerwował się z powodu dziwnego zachowania Imperatora i spodziewał się, że w każdej sekundzie może zostać aresztowany.

    Zamarł, gdy kilku gwardzistów nadeszło zza rogu. Ale byli pogrążeni w rozmowie i najwyraźniej nie chodziło o niego. Odetchnął głęboko.

    Jakaś nieokiełznana część jego natury prawie pragnęła konfrontacji. Nie był przyzwyczajony do składania pokłonów innym ludziom. Nie lubił czuć przymusu. Szedł za żołnierzami, myśląc, czy poradziłby sobie z nimi. Natychmiast. Jego umysł taksował możliwości. Pierwszemu rozerwałby gardło. Drugi umarłby, gdyby mu złamać nos i wtłoczyć chrząstki do mózgu. Trzeci... zrzucił z siebie te myśli. Zaczął lżej oddychać, gdy wspinał się w górę rampy załadunkowej.

    Trochę później siedział już w promie i leciał w kierunku liniowca, czekającego na orbicie planety. Wygodnie usadowiony - naprawdę odprężony, po raz pierwszy od opuszczenia Vulcana - Thoresen rozważał swoje spotkanie z Imperatorem.

    Istniało kilka możliwości:

    a) Imperator cierpiał na uwiąd starczy. Nieprawdopodobne.

    b) Ten człowiek rzeczywiście usiłował ułagodzić kilku wasali. Nonsens. To nie w jego stylu.

    c) Imperator wiedział o Projekcie Brawo. Nie. Przecież Thoresen jeszcze żył.

    d) Podejrzewał, że coś się dzieje, ale nie mógł tego dowieść. Zaaranżował spotkanie, aby wytrącać Barona z równowagi i przesłać subtelne ostrzeżenie. Tak, to było bardziej prawdopodobne.

    W porządku. Jaki ruch uczyni teraz władca? To proste. Zarządzi dokładne śledztwo. Przyśle na Vulcan więcej szpiegów.

    Thoresen uśmiechnął się do siebie. Zamknął oczy, aby zdrzemnąć się trochę. Tuż zanim zasnął, zanotował sobie w pamięci: musi rozkazać służbie bezpieczeństwa, aby sprawdziła razem z nim papiery wszystkich obcokrajowców. Nie mógł się doczekać osobistego przesłuchiwania szpiegów.

następny